List Otwarty Baugiego
do Szacownej Społeczności Briardomaniaków
Witajcie !!
My name is Duke.
Best Duke.
Ale na codzień zwą mnie Baugi - od imienia pewnego słynnego beserkera - taka u nas skandynawska tradycja nadawania imion...
Pragnę podzielić się z Wami kilkoma - mam nadzieję cennymi dla Was - spostrzeżeniami z zakresu genetyki.
Otóż pewnie wszyscy - podobnie jak Mój Osobisty Pan - z zapałem śledzicie zawiłe rodowody swoich psów, mając nadzieję, że w Waszym właśnie psie objawią się wspaniałe cechy któregoś z odległych lub bliskich przodków.
Ja też mam wypasioną wersję rodowodu, którą gdzieś powyżej możecie sobie kliknąć i obejrzeć... Da się tam znaleźć i wielkiego Rubisa, i Onassisa, Adiosa i innych WorldWinnerów, gdzieś głębiej zaś czają się i takie wielkie sławy jak sam Pantin de Bor.... pewnie mam w genach jakieś ślady i po nim, ale nie o niego chodzi mi w tym liście najbardziej.
Chodzi o kogoś innego...
Jako posiadacze Briardów - jak sami wiecie Najwspanialszych Psów Świata - wiecie doskonale, że u wielu przedstawicieli tej sławnej rasy występuje pewna cecha, którą delikatnie możnaby określić jako subtelną niechęć do jedzenia. Na przykład moja współlokatorka Hathi. Raz zje a raz nie.... je powoli, z namysłem, dostojnie, bez pośpiechu, z całą stosowną tej czynności uwagą i skupieniem...
Ja zjadam swoją miskę w czasie nie dłuższym niż 15 sekund. Na wszelki wypadek nie wyjmuję pyska z michy, bo a nuż mi granulki pouciekają... potem wylizuję miskę... potem podłogę wkoło miski - może jednak jakiś złośliwy granulek gdzieś mi uciekł? Następnie sprawdzam czy w miejscu, gdzie była miska Hathi coś się nie rozsypało... potem wylizuję podłogę i tam...
A potem biorę swoją zupełnie pustą michę w zęby i bez żenady zaczynam żebrać!!
Przecież jestem taki malutki !!
Mam dopiero 43 kilo !!
Jeść mi cholera dajcie bo muszę przecież urosnąć !!
I tak w kółko 3 razy dziennie plus jakieś drobniejsze żebranko w międzyczasie....
Był kiedyś wspaniały pies, mój praszczur i duchowy ojciec.
Zwał się Ungar di Casa Poni, ale na co dzień - ze właśnie względu na swój stosunek do jedzenia - zwano go Śmietnikiem z Carierres Noires.
Kłaniam się Wam Uniżenie,
Jam Jest Baugi - Śmietnik z Lublina
Czwarty Walentynkowy Przegląd Miotu
Jakiś Podmokły Park - luty 2009
dzień św. Walentego obrodził kolejnym zlotem Czarnych Przecinów.
jako, że ów święty spoczywa w pokoju wiecznym bez klamek właśnie w naszym mieście - data zdawała się stosowna
oczywiście miot "B" Opsarion stawił się w składzie 100% - jak to ma we zwyczaju...
dodać trzeba, że zlot odbył się w trybie pilnym, a spowodowany został opadami śniegu; patrząc na pogodę u nas w tym roku może to być pierwszy i zarazem ostatni śnieg, więc stawiliśmy się na otwartej przestrzeni, żeby uwiecznić czarność na białym...
efekty - poniżej...
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Trzeci Przegląd Miotu
Tychy & Jura - czerwiec 2008
kolejny zlot Czarnych Przecinów odbył się na ziemiach ich Szanownego Ojca, czyli w Silesii...
frekwencja jak zwykle wysoka, powiedziałbym nawet że z każdym Przeglądem jakby wyższa... o ile pamiętam w Kazimierzu były dwa mopy, w Lublinie już 4, a teraz to już nawet sam nie wiem ile... stado po prostu...
ale jako że Przegląd odbywał się przy okazji wystawy krakowskiej, to większy opis i fotki znajdziesz właśnie w dziale wystawy..
Drugi Przegląd Miotu
Lublin - czerwiec 2008...
tym razem przedwystawowe zgrupowanie Briardów na lubelskiej starówce... niby Przegląd Miotu, tyle że w znacznie szerszym towarzystwie...
imprezowaliśmy na rynku tudzież w restauracji Old Pub, która chętnie przyjęła tak nietypową grupę...
na zgrupowaniu oprócz tradycyjnego składu lubelskiego, czyli 100% miotu B Opsarion, pojawiła się liczna grupa reprezentantów Silesii...
czyli - oczywiście i przede wszystkim - Ela w towarzystwie niejakiego d'Lorda zwanego niekiedy Marszłakiem, Toborki ze swoją Emmą-Hakerką tudzież Patka - nie wiedzieć czemu bez Lorda Yoghurta...
pod wzgledem kulinarnym Old Pub sprawdził się znakomicie, co zapewne zawdzięczamy jego nowej szefowej kuchni, Pani Dorocie, która lata praktykowała u Gesslerów... zelandzki Pinot Noir od Crawforda też się dobrze sprawdził...
najedzeni i z lekka napici pozwiedzaliśmy starówkę - wyjątkowo tłumną tego wieczoru - a potem poszliśmy spróbować się wyspać przed wystawą...
spóźnimy się na pewno...
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Pierwszy Przegląd Miotu
Kazimierz nad Wisłą - kwiecień 2008
Właśnie odbył się rodzinny zjazd Czarnych Przecinów. Niezbyt często się zdarza, żeby na takich imprezach pojawiało się 100% z miotu, ale przecież wszyscy znacie fenomenalne zdolności organizacyjne Opsarionów...
...pojawiły się wszystkie co do sztuki, czyli wszystkie dwa...
Z ludzkiej części stada oczywiście obecna była słynna lubelska hodowczyni Caterina von Opsarion oraz czołowa handlerka VII Rzeczypospolitej Ela od d'Lorda. Niestety sam d'Lord, po domowemu zwany ze staropolska "Marshall" nie pojawił się. Podobno jeszcze trochę za mały na takie podróże.
A szkoda, byłoby nas dwu z magnaterii... on Lord, ja Duke...
A... no i był też mój Pan - przecież smycz nie trzymała się sama, a ja nie mam na razie prawa jazdy...
Ale do rzeczy.
Główna część imprezy odbyła się na Górze Trzech Krzyży, na którą z radością wciągnąłem swojego Pana, a Angie Caterinę. Ela była poszkodowana, bo nie miała swojego Czarnego Ciągnika.
Jak już byliśmy na górze to okazało się, że trzeba zapłacić za wejście na "szczyt" po złotym od łba. Cóż, miasteczko ma żydowskie tradycje, a żyjący tam dziś Polacy chyba myślą, że to na tym owe tradycje polegają...
Ale potem poszło już bez zgrzytów.
Ela obejrzała wszystkie istotne elementy Mojej Dukowskiej (Duczej?) Mości i stwierdziła, że jest OK, a nawet że mam "wyraz". Nie wiem co prawda co to tak dokładnie znaczy, ale Pan się ucieszył, więc ja też.
Siostra moja Angie też zebrała dobre recenzje. No, ale nie spodziewaliśmy się, że Ela na nasz widok będzie jakoś szczególnie mocno marudziła, więc nie byliśmy szczególnie zaskoczeni.
Lepsza część zabawy zaczęła się, gdy już HB* się nagadali i zeszliśmy na rynek. To urocze miejsce jest znakomitym tłem do robienia fotek oraz do tzw. "lansowania się".
Na czym polega robienie fotek wiecie doskonale, ale nie każdy pewnie wie, co to takiego "lansowanie się".
Otóż lansowanie się jest to działalność tak zwanych GWIAZD, co to pokazują się w różnych tłumnie odwiedzanych miejscach, coby ich wskaźnik popularności rósł jeszcze bardziej. A że w łikend w Kazimierzu jest cała warszawka...
Lanserem dnia na rynku był aktor (chyba...) Paweł Małaszyński wraz z nieznaną mi osobą towarzyszącą oraz ze swoim motorem.
Na skutek naszego pojawienia się w rynku naród nagle zapragnął posiadać fotkę ze mną i z siostrą. A że naród zapragnął w ciągu paru minut dużej ilości fotek, to lansujący się tam Pan Aktor wsiadł na motór i odjechał wraz z osobą towarzyszącą...
Cóż - jesteśmy straszną konkurencją na wystawach, choć do dzisiaj nie wiedzieliśmy, że w naszej klasie startują też aktorzy...
Ale i tak było fajnie.
Popatrzcie sobie na zdjęcia i pozazdrośćcie pięknej pogody, widoków z Góry Trzech Krzyży i Kazimierskiego Rynku...
Pozdrawiam Was Ser Decznie
Baugi - Śmietnik z Lublina
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
23 września 2007...
pierwszy dzień jesieni, więc zrobiłem sobie kilka nowych fotek...
popatrzcie jak już urosłem...
![]() |
![]() |
![]() |
22 czerwca 2007...
metamorfozy...
właśnie przejechałem z Panem - tym co to jest moim pasterzem - oraz z siostrą moją szanowną Angie ( i jej Panią) prawie 1000 kilometrów...
w samochodzie strasznie wiało, bo Pan nie lubi jeździć powoli, no i popatrzcie ludzie, co mi się porobiło...
...chyba od tego wiatru, czy co ???
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |